Cookie Consent by Free Privacy Policy Generator
  • 02 Feb, 2023

Zagrajcie jak kiedyś

Zagrajcie jak kiedyś

Dwa kroki dzielą Legię od awansu do Ligi Mistrzów. W środę w Doniecku i dwa tygodnie później w Warszawie mistrzowie Polski zagrają z Szachtarem. Tak jak wtedy, gdy w 1995 roku wygrywali z IFK Göteborg i awansowali do europejskiej elity, absolutnie nie są faworytami

Po ostatnim meczu w lidze z Groclinem wielu powie, że przed wylotem do Doniecka przed Legią są kroki milowe. Jednak w piłce wszystko jest możliwe. W 1995 roku sztuka się udała. Legia na drodze do najważniejszych europejskich rozgrywek wyeliminowała IFK Goeteborg, który nie tak dawno świętował zdobycie Pucharu UEFA. Jedna bramka zaliczki z Warszawy, a w rewanżu na stadionie Ullevi wygrana 2:1 po golach Leszka Pisza i Jacka Bednarza. Był to pierwszy, a zarazem ostatni awans polskiej drużyny do Ligi Mistrzów. - Wspaniała przygoda, często wracam myślami do tamtego meczu - wspomina Cezary Kucharski, który grał w obydwu spotkaniach. - W Doniecku legioniści muszą poradzić sobie z ogromną presją. Nam było łatwiej, mieliśmy bardziej doświadczony zespół, ale z drugiej strony 11 lat temu nie było tak pięknych szatni, lekarzy na zawołanie i równej murawy - mówi

Za sam awans do fazy grupowej dziś można zarobić niemałe pieniądze, każdy z zespołów dostanie od UEFA 1,6 mln euro. - My dotarliśmy aż do ćwierćfinału, nic dziwnego, że zgarnęliśmy ogromną kasę wypłaconą co do grosza. Liga Mistrzów to kopalnia pieniędzy - mówi Tomasz Wieszczycki, pomocnik tamtej Legii.

Janusz Wójcik, który prowadził tę drużynę przed Pawłem Janasem, jeszcze przed największymi sukcesami stołecznego klubu wówczas Champions League oglądał w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie prowadził reprezentację olimpijską. - W Göteborgu drużyna pokazała ducha walki - mówi. - Szachtar to silniejszy zespół, kluczem do zwycięstwa w dwumeczu będzie postawa drugiej linii, która musi już w środku pola powstrzymać ukraińską nawałnicę - dodaje.

Bez wątpienia legioniści chcą pokazać się w Europie, pytanie, czy wystarczy im umiejętności. Trener Dariusz Wdowczyk nie będzie musiał dodatkowo ich mobilizować. Krzyknąć na kogoś można przed meczem z Odrą Wodzisław, nazwa Szachtar mówi sama za siebie. - Obrońcy muszą zagrać na 110 proc. możliwości, inaczej pojedziemy tam tylko na wycieczkę - przestrzega Kucharski.

W tabeli ukraińskiej ekstraklasy Szachtar prowadzi bez straty punktu i bramki. Legia co prawda strzeliła na inaugurację ligi trzy gole Cracovii, ale już z Groclinem wypadła blado. - Znam możliwości tych chłopaków, mogą po słabym występie rozegrać bardzo dobry mecz - twierdzi Wieszczycki. Faworytem pozostaje jednak bogatszy i mający lepszych piłkarzy Szachtar. - Na nas też nikt nie stawiał. Być może teraz nadszedł historyczny moment, żeby znowu awansować - zastanawia się Marek Jóźwiak pracujący obecnie przy pierwszym zespole (tak jak inny uczestnik historycznego spotkania w Göteborgu - Jacek Zieliński). Awans do fazy grupowej będzie oznaczać bal na całego. Wodzirejów i pomysłów na świętowanie na pewno nie zabraknie. Przed 11 laty powrót z Göteborga był niekończącą się zabawą. Marek Jóźwiak jeszcze w hotelu zarządził konkurs skoków w ubraniu do jacuzzi, zaś już w powietrzu stery samolotu przejął Jerzy Podbrożny. Chóralnym śpiewom nie było końca. - Oj... parę piwek wtedy pękło - opowiada Wieszczycki.



Legia w Lidze Mistrzów - sezon 1995/1996.



Runda I Legia Warszawa - IFK Göteborg 1:0 (bramka dla Legii: Podbrożny z karnego) IFK Göteborg - Legia Warszawa 1:2 (Pisz, Bednarz) Faza grupowa

Legia Warszawa - Rosenborg Trondheim 3:1 (Pisz 2, Staniek)

Spartak Moskwa - Legia 2:1 (Jóźwiak)

Legia - Blackburn Rovers 1:0 (Podbrożny)

Blackburn - Legia 0:0

Rosenborg - Legia 4:0

Legia - Spartak 0:1

Awans z 2. miejsca Ćwierćfinał Legia - Panathinaikos Ateny 0:0 Panathinaikos - Legia 3:0

Awans do fazy grupowej będzie oznaczać bal na całego. Wodzirejów i pomysłów na świętowanie na pewno nie zabraknie. Przed 11 laty powrót z Göteborga był niekończącą się zabawą. Marek Jóźwiak jeszcze w hotelu zarządził konkurs skoków w ubraniu do jacuzzi, zaś już w powietrzu stery samolotu przejął Jerzy Podbrożny. Chóralnym śpiewom nie było końca. - Oj... parę piwek wtedy pękło - opowiada Tomasz Wieszczycki