Cookie Consent by Free Privacy Policy Generator
  • 02 Feb, 2023

Wywiad z asystentem Jana Urbana, Jose Antonio Vicuna

Wywiad z asystentem Jana Urbana, Jose Antonio Vicuna

Maciej Weber: Dlaczego?
- Mam 35 lat, a trenowaniem zainteresowałem się, gdy miałem lat 17. Przez trzy i pół roku prowadziłem zespół z Nawarry, w którym wcześniej grałem. Długo pracowałem jako jeden z trenerów Osasuny. Ale chciałem się sprawdzić jako trener w I lidze. W Hiszpanii było to niemożliwe


Hiszpania to wielkie kluby, wspaniali piłkarze, piękne stadiony. Co takiego atrakcyjnego dla człowieka stamtąd jest w polskiej lidze? Poziom niższy, stadiony - nie ma porównania. No i pieniądze...
- Lubię się uczyć, zbierać nowe doświadczenia. Gra w lidze, Pucharze Intertoto, a może nawet i Pucharze UEFA będą dla mnie bezcenne. Macie inną kulturę, inny sposób patrzenia na piłkę. Polska to teraz bardzo atrakcyjny rejon. W 2012 roku będą u was mistrzostwa Europy, a wtedy wszyscy będą chcieli wiedzieć, jak to jest u was. Pieniądze są oczywiście ważne, jednak ja nie mam przerośniętych aspiracji. To co oferuje mi Legia, wystarcza.

Reprezentacje Polski i Hiszpanii jeszcze jakoś da się porównać. Klubów jednak w żadnym razie. Naprawdę nie znalazłby pan podobnej pracy w Hiszpanii?
- W naszej ekstraklasie gra 20 zespołów, ale nigdy nie starcza pracy dla wszystkich trenerów. Mamy ich bardzo wielu. Wy macie 16 zespołów, ale nazwiska wokół nich się powtarzają. Przyjrzałem się, kto ostatnio prowadził zespoły w polskiej ekstraklasie, i nie ma tu wielu nazwisk. Z pewnością tu łatwiej znaleźć pracę.

Jak długo zna pan Jana Urbana?
- Poznałem go, gdy jeszcze był zawodnikiem Osasuny Pampeluna. W moim odczuciu to najlepszy obcokrajowiec, jaki kiedykolwiek grał dla tego klubu. Wszyscy pamiętają, że potrafił strzelić trzy gole Realowi, i to w dodatku na stadionie w Madrycie. Może jeszcze grający w ostatnich pięciu latach Urugwajczyk Pablo Garcia i Serb Savo Milosević są w stanie wytrzymać z nim konkurencję. Lepiej poznałem Jana w ostatnich siedmiu czy ośmiu latach, kiedy mieliśmy okoliczność pracować w młodzieżowych zespołach Osasuny.

Nie jest tajemnicą, że to on pana "wymyślił".
- On wie, w jaki sposób czuję futbol, jakie mam metody pracy. Bardzo dobrze się rozumiemy.

Piłkarzem Osasuny był i obecny dyrektor sportowy Legii Mirosław Trzeciak. Jego także pan zna?
- Oczywiście. Zdążyliśmy wiele rozmawiać na temat futbolu, jak powinny wyglądać treningi.

Ale pomysł z zatrudnieniem pana w Legii należał do Jana Urbana. Podobno kiedy zadzwonił, jego propozycję uznał pan za żart.
- Wiem, że ktoś tak napisał, ale to nie tak. Mówiłem tylko, że potem sobie na ten temat pożartowałem, lecz propozycję potraktowałem bardzo poważnie. W ostatnim czasie Jan dostawał sporo ofert z Polski i kilka razy pytał mnie, czy gdyby podjął tu pracę, miałbym ochotę zostać jego asystentem. Dlatego zupełnie nie byłem zdziwiony.

Jechał pan w ciemno? Polska była tylko nazwą i ojczyzną Urbana?
- Trochę o was wiedziałem. O tym, że w trakcie II wojny światowej zginęło 6 milionów ludzi, o zniszczonej Warszawie i Powstaniu. Wiedziałem o Krakowie i że Polakiem był papież Jan Paweł II. I że po wojnie Polska stała się państwem socjalistycznym. Słyszałem o Wiśle Kraków, Lechu Poznań. I oczywiście o Legii Warszawa.

A polscy piłkarze? Znał pan jakiekolwiek nazwiska?
- Najlepiej oczywiście zawodników z drużyny, która grała na mistrzostwach świata w 1982 roku. Nie tylko dlatego, że turniej był w Hiszpanii, ale zajęliście wtedy trzecie miejsce. Lato, Boniek, Smolarek, Żmuda to były popularne i u nas nazwiska. I bramkarz. Jako on się nazywał? Wiem - Młynarczyk.

Pan jest pierwszym w polskiej lidze trenerem z Hiszpanii. Inaki Astiz Ventura jednym z pierwszych piłkarzy.
- Gdy byłem w Osasunie, on grał w jej młodzieżowym zespole. Miał wtedy 19 lat. To bardzo dobry zawodnik.

To dlaczego doszedł tylko do drużyny rezerwowej?
- Inaki to środkowy obrońca. Mamy wielką konkurencję, jeżeli chodzi właśnie o stoperów. W Osasunie są reprezentanci kraju. Gdyby był np. lewym obrońcą, miałby znacznie łatwiej. Swoją drogą ja też kiedyś byłem lewym.

A jak mamy go tytułować? Astiz czy może Ventura?
- W Hiszpanii ludzie mają po kilka nazwisk. Najważniejsze są te pierwsze po ojcu i matce. U nas znany jest jako Astiz.

To, że jest pan pierwszym hiszpańskim trenerem w Polsce, to powód do dumy? Czuje się pan jak pionier?
- Będę się czuł tak zwłaszcza wtedy, gdy moja praca przyniesie efekty. Myślę, że kiedy opowiemy ludziom w Hiszpanii, że praca w Polsce to nie jest żadne zesłanie, co znaczy tutaj Legia, to może nadal będziemy pierwszymi, ale nie ostatnimi.

Nie miał pan za wiele czasu na obserwacje, ale być może już można powiedzieć, czy któryś z zawodników Legii poradziłby sobie w Hiszpanii?
- Takie rzeczy widać od razu. Niejeden z zawodników Legii poradziłby sobie w lidze hiszpańskiej, i to nawet w pierwszej. Trudno powiedzieć, jak spisałaby się drużyna, bo Primera Division to bardzo wysoki poziom. Także taktyczny.

A którzy z legionistów by sobie poradzili? Jakieś nazwiska?
- A, tego nie mogę powiedzieć. Jestem członkiem zespołu i zwłaszcza na początku niezręcznie byłoby mi kogoś publicznie wyróżniać.

Dogaduje się pan z nimi? Legia ma wielu cudzoziemców i można z nimi rozmawiać po angielsku. Ale co z polskimi graczami? Ma pan podstawy naszego języka?
- Zamierzam się uczyć. Jestem dopiero dwa tygodnie i nie było kiedy. Do tej pory nauczyłem się takich zwrotów jak "dzień dobry", "proszę", mogę po polsku wymienić kilka kolorów.

Z pewnością jest jeszcze jedno słowo, którego piłkarze na treningach nie unikają.
- No tak. K... Ale też "gramy, gramy". To chyba słowa, które najczęściej powtarzają się podczas treningów Legii. Ale nawet jeżeli niewiele jeszcze rozumiem, mogę powiedzieć, że wszystko w Legii jest fajnie zorganizowane. Ten klub naprawdę mi się podoba.

A jak podobało się panu w Grodzisku Wielkopolskim? Hotel na poziomie, baza, kilka boisk treningowych, w tym jedno ze sztuczną trawą.
- Byłem naprawdę zaskoczony tym, co zobaczyłem. Wiedziałem, że jedziemy do miasteczka, i niewiele się spodziewałem. A to, co tam zobaczyłem, można porównać do tego, co mają spore europejskie kluby. Pod tym względem może Legii trochę brakuje. Ale już zdążyłem się dowiedzieć, jakie są tego powody.

Co mówi pańska rodzina na pracę w Polsce? Szczęśliwa?
- Rodzina jest szczęśliwa, kiedy ja jestem szczęśliwy. Zostawiłem pracę w Hiszpanii, rodzinę, przyjaciół. I zostawiłem psa, ale jest OK.

W ostatnich latach Legia jeździła na obozy przygotowawcze do Hiszpanii. Teraz ma hiszpańskiego trenera, hiszpańskiego piłkarza, a trenuje w... Grodzisku.
- Przerwa pomiędzy poprzednim a nowym sezonem jest wyjątkowo krótka. Poza tym teraz w Polsce są odpowiednie warunki do treningu. No i ta baza w Grodzisku. Na pewno w zimie Legia pojedzie na południe Europy, bo wtedy warunki będą zupełnie inne.

Tak jak trener Urban ma pan z Legią roczny kontrakt.
- Ale gdyby była taka możliwość, chętnie zostałbym dłużej. Wiadomo, co jest do tego potrzebne - wymagane wyniki.

Przez całe życie chce pan być asystentem? Może kiedyś zostanie pan pierwszym trenerem w ekstraklasie? Może nawet w polskiej?
- W tej chwili jestem bardzo szczęśliwy, że mogę pracować jako asystent. Zwłaszcza jako asystent Jana. On wie bardzo wiele o futbolu. Ale kto wie? Może kiedyś.

Nazywa się pan José Antonio Vicuna. A na liście gości hotelowych widnieje tylko jedno słowo - Kibu. Co to oznacza?
- Pseudonim. Przylgnął do mnie w szkole. W Hiszpanii V wymawia się jak B. W związku z tym początek mojego nazwiska wymawia się Bicu. Jeden z nauczycieli mylił się i mówił odwrotnie: Kibu.

Rozmawiał Maciej Weber