Cookie Consent by Free Privacy Policy Generator
  • 02 Feb, 2023

Urban: Wytrzymam w Legii z uśmiechem

Urban: Wytrzymam w Legii z uśmiechem

- Porażka boli, ale przecież nie będę się nią jeszcze dobijał. bał się, że jak teraz nie wygram, to mnie zwolnią - mówi trener Legii Warszawa, Jan Urban.

Wybrane fragmenty wywiadu w "Magazynie Sportowym" z trenerem Legii Janem Urbanem.

MAGAZYN SPORTOWY: Real Madryt nie jest lepszy od Legii?
JAN URBAN: Kupili Cristiano Ronaldo... Kosztował prawie tyle, co nasz stadion. Przesada, prawda? Czytałem ostatnio fachowy artykuł napisany przez speca od marketingu. Tacy drodzy zawodnicy zarabiają na siebie. I jeszcze na tych, którzy kosztują po 5mln euro. Ale wiadomo, jak w każdej inwestycji istnieje ryzyko. Jak taki Ronaldo zwariuje albo zrobi się jak ten drugi Ronaldo czy Adriano, to klub straci.

Pan już taki jest. Jak pan to robi, że mimo problemów jest ciągle uśmiechnięty? Przynajmniej taki obraz siebie przez te dwa lata z okładem nam pan maluje.
Już mi ten uśmiech powoli znika. Jeśli wokół cały czas jest negatywna atmosfera, to niemożna udawać, że niema to na człowieka wpływu. Jak pójdziesz na piwo ze smutasami, to i kawały przestaniesz opowiadać, bo po co z siebie robić wariata. No, ale zawsze można pojechać do Hiszpanii i się odbudować (śmiech).

Teraz po każdym meczu powinien pan kupować bilet do Hiszpanii. Cały czas zresztą siedzi pan na bombie zegarowej z napisem„Legia" i słyszy chyba, że tyka coraz głośniej.
Jest niebezpiecznie, ale uważam, żeby nie nacisnąć detonatora. Przychodząc do Legii, byłem pewny, że dam sobie radę. Ale nie spodziewałem się aż takiej presji. Teraz już wiem, jak tu jest, jakie jest nastawienie kibiców, działaczy, rywali. Odnieść sukces w Legii to trudna sztuka, co pokazuje historia. Ten klub cały czas jest postrzegany jako ten, który trzeba ograć za wszelką cenę, bo kiedyś za darmo brał zawodników. Ta zbrodnia pewnie nigdy się nie przedawni, chociaż za wygraną z nami sześciu punktów nikt przecież nie dostaje.

Fajne ma pan życie. Pracuje w klubie, który każdy chce ograć, ciężko odnieść w nim sukces, mało kto go lubi. Idealnie.
I dobrze. Bo ja mam charakter. Zawsze lubiłem wyzwania, a szanse, które dostawałem, wykorzystałem. Kocham takie wyzwania. Pamiętam jak dziś, przechodziłem do Sosnowca. Tam grali Mazur, Rudy, Zarychta. Straszna paka, nie odpuściłem, od razu się przebiłem. Potem Górnik Zabrze, mistrz Polski. Nie było przebacz, ale wywalczyłem miejsce w składzie, zdobyłem kibiców, chociaż wchodziłem do drużyny jako gorol. Potem Hiszpania. Zero obaw. Osasuna? Ja nawet nie wiedziałem, że taki klub istnieje. A więc jeśli tam sobie nie poradzę, to kończę z piłką. Praca trenerska. Na starcie zdobyłem mistrzostwo Hiszpanii juniorów. Tych najstarszych, a więc najbardziej cenione. A tam nikt nawet o tym nie marzył. To był największy sukces tego klubu, jeśli chodzi o trofea krajowe. W Legii był Puchar Polski. I miniony sezon... Czasem się budzę w nocy i myślę, jak mogliśmy nie wykorzystać tych szans...

Kibice Legii też mają takie przebudzenia. A pan ostatnio to chyba w ogóle gorzej sypia. Czyta pan krytyczne teksty o sobie?
Czytam, bo lubię wiedzieć, co o mnie piszą. Najgorsi są ci, którzy, za przeproszeniem, najpierw, gdzieś tam mi włażą, a potem jadą ze mną jak z furą gnoju. To jasne, że nie zadowoli się każdego, dziennikarz też ma jakichś zawodników, którzy jego zdaniem powinni grać w podstawowym składzie zespołu. Krytyka jest częścią tego całego futbolowego biznesu. Z drugiej strony, jeśli ja miałbym się obrażać, to chyba z nikim bym nie rozmawiał, bo każdy mi już zdążył dołożyć. Tylko nie lubię, kiedy ktoś przychodzi, staje ze mną twarzą w twarz i nie chce się przyznać do tego, co napisał. Masz swoje zdanie, to się go nie wstydź.

Trochę się pan zdenerwował po ostatnich pytaniach. Zaczynam podejrzewać, że ten serdeczny uśmiech to tylko maska. Kiedy spadnie i pan wybuchnie?
Nie. To nie maska. Staram się być sobą, ale wkurzam się też często. I łapię się na tym, że w większości irytują mnie błahostki.

Porażki na boisku są taką błahostką?
Może i tak (śmiech). No nie, oczywiście, że nie. Ale to też nie katastrofa, jakaś nieodwracalna klęska. Porażka boli, ale nie będę się nią jeszcze dobijał. Bał się, że jak teraz nie wygram, to mnie zwolnią. Bo to będzie oddziaływać na moją pracę negatywnie. A błędy robimy wszyscy. Jak mi nie wyjdzie, to muszę odejść stąd w przekonaniu, że niewiele więcej mogłem zrobić, a nie narzekać na zły los czy szukać usprawiedliwień.

Czyli w Barcelonie nie będzie pan pracował?
Nigdy nie wiadomo. Mogę wrócić do Hiszpanii, ale to zależy od wyników, jakie osiągnę w Polsce. Wtedy szybko sobie przypomną, że jest taki trener, który zna tamtejszą ligę, język, mentalność, niemiałby problemów z adaptacją. Ale jestem w Legii i żadna inna praca nie wchodzi w rachubę. Byłoby to nie fair. To Legia dała mi szansę i chciałbym się jej odpłacić sukcesami sportowymi, a nie tym, że długo w niej będę pracował.

Tak długo, dopóki ten uśmiech nie zniknie?
Wytrzymam z uśmiechem, wytrzymam, bo będzie lepiej. Przestaną mnie krytykować, więcej będzie wesołych ludzi. Tylko tego mistrza trzeba zrobić. A potem awansować do Ligi Mistrzów. Chociaż chwilę później na pewno usłyszę, że to była jazda obowiązkowa, a od Legii oczekuje się przecież więcej...