Cookie Consent by Free Privacy Policy Generator
  • 02 Feb, 2023

Radomski: Austria bliżej awansu

Radomski: Austria bliżej awansu

- Wielkiej presji nie ma, ale chcemy wyeliminować Legię za wszelką cenę. Wielkiego meczu się nie spodziewam. Raczej piłkarskich szachów niż tego, że jedna ze stron ruszy odważnie do ataku - mówi "Gazecie" pomocnik reprezentacji Polski.

W czwartek o 20.45 w Wiedniu Legia gra rewanżowy mecz o awans do fazy grupowej Pucharu UEFA. W Warszawie dwa tygodnie temu było 1:1. W tym spotkaniu nie grał odsunięty za kartki 29-letni Radomski. Jutro reprezentant Polski wybiegnie w podstawowym składzie.

Robert Błoński: Dla obu klubów to mecz o wszystko.

Arkadiusz Radomski: Zgadza się. Nam chyba będzie łatwiej. Gramy u siebie. Nie wiem, co prawda, jak Legia spisuje się na wyjazdach, ale własne boisko zawsze daje jakąś przewagę.

Wynik pierwszego meczu też stawia Austrię w korzystniejszym położeniu.

- Na pewno. Widziałem mecz w Warszawie. Legia była o wiele lepsza, ale to my szybko strzeliliśmy gola i spotkanie ułożyło się dla nas znakomicie. Z gry, jak to się mówi, więcej miała Legia. Okazji stworzyła sobie więcej, zasłużyła na zwycięstwo, ale bramek zdobyła tyle samo.

Jak w szatni Austrii komentowano mecz z Legią po powrocie z Warszawy?

- Krótko: wynik lepszy niż gra. Wszyscy byli zadowoleni z bramkowego remisu. Gra nam w ogóle się nie układa od początku sezonu, szczególnie w lidze.

Po remisie w Warszawie Austria wygrała pierwszy w sezonie mecz ligowy, by w ostatnią niedzielę znowu przegrać. Tym razem z Mattersburgiem.

- Myśleliśmy wszyscy, że od meczu z Legią zaczęły się dla nas lepsze czasy. Niestety, nic z tego. Niedzielny mecz był słaby. Układał się na 0:0. Żadna z drużyn nie grała dobrze. Tyle że jednemu z rywali udał się strzał życia. Z 20 metrów trafił w samo okienko, piłka odbiła się jeszcze od słupka i było po nas.

Słyszałem, że mecz był brzydki, z dużą liczbą fauli.

- Tak jak zawsze z Mattersburgiem. Było ostro. Tyle że w poprzednim sezonie my graliśmy w piłkę i strzelaliśmy gole, a oni biegali po boisku i nas kopali. Teraz gry było mniej. Dużo bieganiny i kopaniny.

Legia też przegrała mecz ligowy.

- Mam Canal+, ale nie widziałem spotkania w Kielcach. Przed meczem tylko przekomarzałem się z Sebastianem Milą [inny reprezentant Polski w Austrii Wiedeń]. On mówił, że Legia wygra albo - w najgorszym wypadku - zremisuje. Ja stawiałem na Koronę. Zakładów żadnych nie było. A szkoda.

Co Pan sądzi o Legii?

- Dobrze gra w piłkę, ale ma braki taktyczne. Pozycyjnie czuje się nieźle w grze ofensywnej. Ale nie sądzę, by w Wiedniu rzuciła się na nas. Z tego, co wiem, to i my nie zaatakujemy. Bo to Legia musi wygrać, a przynajmniej strzelić gola.

Słyszał Pan o ostatnich wydarzeniach w drużynie mistrza Polski?

- Coś mi się obiło o uszy. Wyrzucili dwóch zawodników, przegrali z jakąś drużyną z III ligi. Ale za bardzo się tym nie interesuję. To nie jest przecież mój klub.

W czwartek Austria będzie w mocniejszym składzie niż w Warszawie.

- Mam taką nadzieję. Wraca trzech podstawowych zawodników. Ja i drugi środkowy obrońca Tokić oraz ofensywny pomocnik Vachousek. Liczę, że dzięki temu nie stracimy gola, a w ofensywie będzie łatwiej stwarzać okazje. Że Vachousek przesądzi o losach spotkania. Tokić jest bardzo doświadczony, to reprezentant Chorwacji. Razem jakoś trzymamy tyły.