Cookie Consent by Free Privacy Policy Generator
  • 26 May, 2024

Pusta skarbonka Kiera

Pusta skarbonka Kiera

Na pierwszym tegorocznym treningu Legii stawiło się tylko 17 piłkarzy. Żaden podczas miesięcznej przerwy nie przytył, więc nie musiał płacić kary za nadwagę. Skarbonka kierownika Ireneusza Zawadzkiego pozostała pusta.

Pierwszy tegoroczny trening piłkarze Legii odbyli pod okiem aż sześciu szkoleniowców.
– Nic w tym dziwnego. W zachodnich klubach też jest szeroki sztab szkoleniowy. To z pewnością ułatwia pracę i pomaga w osiąganiu lepszych wyników sportowych – uważa kapitan Legii Łukasz Surma.
Obok doskonale znanych: Dariusza Wdowczyka, Lucjana Brychczego, Jacka Zielińskiego i Krzysztofa Dowhania, pojawili się nowi – Ryszard Szul oraz Jacek Magiera. Ten pierwszy jest trenerem przygotowania fizycznego i fizjologiem, drugi zaś opiekunem juniorów i młodzieży.
– Znam „Magica” z boiska. Przecież jeszcze nie tak dawno razem graliśmy w Legii. Jeśli będzie kazał podczas treningów mówić do siebie „panie trenerze”, tak będę się do niego zwracał. Potrafię oddzielić kontakty prywatne od zawodowych – stwierdził kapitan Legii.
Ze sztabu szkoleniowego zabrakło na treningu kontuzjowanego Tomasza Strejlaua i skauta Marka Jóźwiaka.

Głód piłki

Piłkarze pobiegali wokół boiska, a przewodził im trener Szul. Mieli także możliwość poruszania się z piłką u nogi.
– Przerwa zimowa jest tak długa, że z chęcią wraca się do treningów. Czeka nas trudny okres przygotowawczy, ale po miesiącu czuję spory głód piłki – mówi Surma.

Płatnicy nie dojechali

Kapitan Legii podczas urlopu nie przytył. Zresztą waga każdego z 17 piłkarzy, którzy zameldowali się na wczorajszym treningu, nie przekraczała normy. A za każdy kilogram nadwagi trener Dariusz Wdowczyk surowo karze finansowo.
– Do skarbonki „Kiera” nikt nie wrzucił nawet złotówki. Ireneusz Zawadzki jest w naszej drużynie upoważniony do inkasowania kar. Wiem jednak, że płatnicy dotrą do Warszawy dopiero we wtorek i środę – śmiał się Łukasz Surma.
Miał chyba na myśli Dicksona Choto, który niemal po każdym urlopie czy wyjeździe do Zimbabwe wraca, delikatnie mówiąc, trochę zbyt ciężki.