Cookie Consent by Free Privacy Policy Generator
  • 02 Feb, 2023

Po pięciu zwycięstwach Legia przegrała w Lubinie

Po pięciu zwycięstwach Legia przegrała w Lubinie

Nie takiego zakończenia rundy jesiennej ekstraklasy spodziewali się kibice mistrzów Polski. Po pięciu zwycięstwach z rzędu Legia przegrała w Lubinie z Zagłębiem 0:1. Na półmetku rozgrywek jest na czwartym miejscu ze stratą trzech punktów do mistrza jesieni GKS Bełchatów.

Trener Legii Dariusz Wdowczyk znany jest z tego, że często kibicom i dziennikarzom funduje niespodzianki z zestawieniem składu. W ostatnich meczach, zwycięskich dla Legii, jedenastka była podobna bądź taka sama. Długo jednak bez niespodzianki nie wytrzymał. W spotkaniu przeciwko Zagłębiu zamiast Rogera zagrał Tomasz Kiełbowicz, a Dawida Janczyka zmienił Junior. Na dodatek warszawski szkoleniowiec kazał Juniorowi pełnić rolę cofniętego napastnika bądź, jak kto woli, wysuniętego pomocnika. I w ten sposób Legia grała z jednym napastnikiem
– Sebastianem Szałachowskim.
Raz już Wdowczyk próbował i kombinował. W Kielcach, w rundzie wiosennej, Wdowczyk wystawił tylko jednego napastnika, wzmacniając obronę (dwóch defensywnych pomocników). Wówczas Legia do przerwy przegrywała 0:2. Po kwadransie na boisko weszło dwóch napastników, wrócono do sprawdzonego systemu i Legia zdołała wyrównać. Widać Wdowczyk nie wyciągnął odpowiednich wniosków z tamtego meczu.

Niezawodny Chałbiński

Nie usprawiedliwia to jednak trenera, nie usprawiedliwia także piłkarzy. Od pierwszych minut oba zespoły postanowiły uważnie grać w obronie i liczyć na kontrataki. Mecz przypominał partię szachów. Legia częściej była w posiadaniu piłki, ale groźniejsze sytuacje stwarzało Zagłębie. Dlaczego? Bo Junior, który miał być łącznikiem między linią pomocy a napastnikiem, nie wiedział, o co chodzi. Zawodnicy Legii też nie bardzo wiedzieli, jak przebić się przez lubińską zaporę, i podawali między sobą piłkę, podawali i podawali.
Gola strzeliło jednak Zagłębie. W ostatniej minucie pierwszej połowy Aleksandar Vuković tak niefortunnie podawał, że Michał Chałbiński przejął piłkę, wpadł w pole karne, ograł Łukasza Fabiańskiego i strzelił jedynego, jak się później okazało, gola meczu.