Cookie Consent by Free Privacy Policy Generator
  • 28 Jan, 2023

Piętnaście lat minęło

Piętnaście lat minęło

W 1992 roku przyszedł do Legii i jest w niej do dziś. Rozegrał w jej barwach ponad 400 spotkań. Cieszy się takim szacunkiem jak Kazimierz Deyna i Lucjan Brychczy. Jacek Zieliński obchodzi w styczniu 15-lecie pobytu w Legii.

Jacek Zieliński pewnie grałby do dziś w piłkę, mimo że w tym roku skończy 40 lat, gdyby nie kontuzja, której nabawił się trzy lata temu.
– Pewnie tak. Ale nie chce gdybać. Być może trudniej byłoby mi się rozstać z zawodem piłkarza. Poza tym, kto wie, czy wytrzymałbym coraz cięższe okresy przygotowawcze. Nie myślę o powrocie. Spełniłem się jako piłkarz – mówi Zieliński.

Zabrakło czasu

Wrócił do drużyny w roli asystenta Dariusza Kubickiego. W 2004 r. został namaszczony na pierwszego trenera – miał 37 lat, nie miał doświadczenia.
– Wszyscy uważają, że zbyt wcześnie zostałem trenerem. Ja tak nie myślę. Dziennikarze surowo mnie oceniali, bo nie wiedzieli, co działo się w drużynie. Nie chciałem mówić o problemach, a było ich multum. Wyglądałoby na to, że się skarżę, a zawodnicy czytaliby i wbijali sobie do głów, co się stanie i gdzie my skończymy. Teraz wiem, że o takich rzeczach trzeba mówić dziennikarzom, by przekazywali to kibicom. Dla wszystkich nasza gra była sporym zaskoczeniem in minus. Ale nikt nie wiedział, gdzie tkwi przyczyna. Bo cicho było o tym, że przebudowujemy zespół, jak zmienialiśmy styl gry, jaka była roszada piłkarzy, jakie błędy były popełnione w okienku transferowym. Zamknąłem to wszystko w sobie, bo liczyłem, że rozwiążemy to we własnym gronie. Byłem przekonany, że wszystko jednak pójdzie w dobrym kierunku. To szło, tylko opornie. Ale zespół robił stałe postępy, bo był monitorowany. Nie spełnialiśmy oczekiwań, nagonka na zespół i na mnie była spora. Ci młodzi chłopcy czytali to i głowy im puchły od złych myśli. Czułem, że mnie zwolnią. Byłem rozczarowany, bo chciałem to pociągnąć. Wiedziałem, że zaczniemy marsz w górę tabeli. Nie dostałem tej szansy. Może i dobrze, że tak się stało, bo moje odejście dało drużynie potrzebny czas. Nie mogłem mieć pretensji do prezesa, bo nie wypełniłem planu, jakim był awans do fazy grupowej Pucharu UEFA. Wiem, że trenerowi Wdowczykowi też się to nie powiodło w zeszłym roku, ale wszyscy uczymy się na błędach. Zrozumiano, że doraźne decyzje, czyli zmienianie trenerów, do niczego nie prowadzą, bo z roku na rok sytuacja się powtarzała. Jeśli coś chce się osiągnąć, nie można działać pochopnie – mówi „Zielek”.