Cookie Consent by Free Privacy Policy Generator
  • 26 May, 2024

Legia na czele ekstraklasy!

Legia na czele ekstraklasy!

Miał być wspaniały spektakl, ale okazało się, że Legia nie miała godnego rywala. W Zabrzu była wyraźnie lepsza od „nowego” Górnika, wygrywając 3:0 po golach Radovicia, Rogera i Edsona.

W Zabrzu tworzy się wspaniały klimat do futbolu – mówił nam przed meczem kapitan Górnika Jerzy Brzęczek, który wrócił do śląskiej drużyny po 13 latach przerwy.

Okazało się jednak, że na razie Górnik może pochwalić sie tylko bogatym sponsorem (Allianz) i licznymi kibicami (wczoraj był komplet). Gorzej jest z drużyną...

Legia wcale nie zagrała olśniewająco, ale na tle kompletnie zagubionych i niemrawych zabrzan (osłabionych brakiem pauzującego za kartki Tomasza Hajty) sprawiała o niebo lepsze wrażenie. W defensywie spokojnymi interwencjami popisywał się Inaki Astiz, a w środku boiska szalał bardzo aktywny Roger.

Gol do szatni

Gdy wydawało się, że nieciekawa pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym remisem, w doliczonym czasie Miroslav Radović wykorzystał błąd bramkarza Górnika Tomasza Laskowskiego (wyszedł z bramki) i zapewnił Legii prowadzenie.

Od tego czasu goście mogli grać z kontrataku, co przy wciąż niepewnie spisującej się defensywie gospodarzy oznaczało kolejne bramki dla legionistów.

I rzeczywiście, najpierw rzut karny po faulu na Bartłomieju Grzelaku wykorzystał Roger, a wynik ustalił przepięknym strzałem w tzw. okienko jego rodak Edson.

Dzięki drugiemu w tym sezonie zwycięstwie Legia została samodzielnym liderem ekstraklasy. Nikt inny nie wygrał dwóch meczów, choć taką szansę ma jeszcze Wisła Kraków (nie grała w pierwsze kolejce – spotkanie zostało przełożone).

Ominęli zakaz

Warto wspomnieć, że mimo zakazu warszawskiego klubu na trybunach pojawiło się około 300 fanów Legii. Jak to zrobili? Po prostu porozumieli się z kibicami Górnika. Do Zabrza mógł pojechać każdy, bo zakazy wydane przez Legię w świetle „Ustawy o bezpieczeństwie podczas imprez masowych” nie mają mocy prawnej.

Szalikowcy Legii spisywali się z reguły bez zarzutu, czego nie można powiedzieć o kibicach Górnika. Przekonał się o tym obrońca gości Piotr Bronowicki, dwukrotnie trafiony w głowę rzuconą z trybun nierozwiniętą serpentyną.