Cookie Consent by Free Privacy Policy Generator
  • 02 Feb, 2023

Legia - Lech 2:0

Legia - Lech 2:0

Legia Warszawa pokonała Lecha Poznań 2:0 (0:0) w meczu 8. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy. Dla gości była to pierwsza porażka na wyjeździe od blisko roku. W październiku 2008 w takim samym stosunku bramkowym "Kolejorz" przegrał w Chorzowie z Ruchem. Lech przyjechał do Warszawy bez kontuzjowanego Manuela Arboledy, ale za to z dobrą serią dwóch meczów z rzędu bez porażki przy Łazienkowskiej. Gdyby do tej statystyki dorzucić kolejną - Jan Urban nigdy nie pokonał "Kolejorza", można było się spodziewać zaciętego spotkania. I ono nie zawiodło.

Już w ciągu trzech pierwszych minut obydwie drużyny stworzyły sobie niezłe sytuacje bramkowe. Najpierw w polu karnym został powalony Bartłomiej Grzelak, ale sędzia nie użył gwizdka, a chwilę później Maciej Rybus wybił piłkę z linii bramkowej po sprytnym strzale Sławomira Peszki.

W kolejnych minutach zdecydowaną przewagę osiągnęła już Legia, ale gospodarzom brakowało pomysłu na wykończenie swoich akcji. W szeregach Lecha ogromną ochotę do gry przejawiał natomiast Sławomir Peszko, któremu brakło centymetrów, by skierować piłkę do siatki. Ta przeszła tuż obok słupka.

W drugą połowę lepiej wszedł Lech, który starał się wreszcie zepchnąć miejscowych do defensywy. Goście byli blisko objęcia prowadzenia w 50. minucie, ale poraz kolejny zabrakło im szczęścia. Tym razem strzelał Robert Lewandowski, a piłkę z linii bramkowej wybił Miroslav Radovic.

Chwilę później nastroje w obu ekipach zmieniły się diametralnie. W 62. minucie kapitalny rajd przeprowadził bowiem Takesure Chinyama i doskonałym podaniem obsłużył Grzelaka. Ten ograł Bartosza Bosackiego i sprytną "podcinką" pokonał próbującego interweniować Grzegorza Kasprzika.

Minęło kilka minut i było "po meczu". Tym razem świetnym zagraniem po stracie Tomasza Bandrowskiego popisał się Maciej Iwański, a Chinyama zakończył akcję strzałem z linii pola karnego. Piłka zanim wpadła do siatki, odbiła się jeszcze od słupka.

Gości mógł jeszcze ostatecznie pogrążyć Maciej Rybus, ale w ogromnym zamieszaniu futbolówka odbiła się od poprzeczki.

Ciekawostką jest liczba strzałów na bramkę. W ciągu całego meczu piłkarze obydwu drużyn oddało ich aż 35 - 13 Legia i 22 Lech.

Legia Warszawa - Lech Poznań 2:0 (0:0)
Bramki: Bartłomiej Grzelak (62), Takesure Chinyama (70).

Żółte kartki: Bartosz Bosacki, Seweryn Gancarczyk.
Sędziował: Robert Małek (Zabrze).

Legia: Jan Mucha - Jakub Rzeźniczak, Inaki Astiz, Dixon Choto, Tomasz Kiełbowicz - Miroslav Radovic, Marcin Smoliński (79. Piotr Giza), Maciej Iwański, Maciej Rybus - Bartłomiej Grzelak, Taksure Chinyama (90. Sebastian Szałachowski).
Lech: Grzegorz Kasprzik - Marcin Kikut, Ivan Djudjevic, Bartosz Bosacki, Seweryn Gancarczyk - Sławomir Peszko, Tomasz Bandrowski (74. Jan Zapotoka), Dimitrje Injac, Semir Stilic (68. Hernan Rengifo), Jakub Wilk (82. Krzysztof Chrapek) - Robert Lewandowski.

Zapowiedź:
Dokładnie w piątek, 25 września przy ulicy Łazienkowskiej Legia podejmie jednego z potentatów do mistrzowskiego tytułu - Lecha Poznań. W tym sezonie na ławce trenerskiej klubu z Poznania nie zobaczymy już Franciszka Smudę tylko Jacka Zielińskiego. Jego podopieczni w obecnym sezonie nie radzą sobie tak dobrze jak w poprzednich rozgrywkach. Na swoim koncie mają porażki z Polonią Warszawa oraz Cracovią Kraków. Do tego dopisać trzeba remis z GKS-em Bełchatów. Zagrożeniem w meczu przeciwko Legii może być ilość strzelonych bramek, których Lech ma na koncie, aż szesnaście.

Drużyna prowadzona przez trenera Jana Urbana tym czasem ma problem ze skutecznością. Pochwalił się może jedynie, jedną straconą bramkę w siedmiu kolejkach w spotkaniu z Odrą Wodzisław. Urban będzie musiał wykazać się w tak prestiżowym spotkaniu. Każda z drużyn będzie chciała pokazać się z jak najlepszej strony i włączyć się do walki o mistrzostwo z Wisłą Kraków, która od dłuższego czasu znajduje się na pierwszym miejscu w tabeli.