Cookie Consent by Free Privacy Policy Generator
  • 02 Feb, 2023

Kibic Legii: Wiosna nasza

Kibic Legii: Wiosna nasza

Początek grudnia to dobry moment na krótką ocenę Legii w rundzie jesiennej. Nie może być entuzjastyczna. Po wspaniałej wiośnie drużynę w lecie wzmocniło kilku zawodników mających zagwarantować wzmocnienie siły gry w każdej formacji. Tuż przed rozpoczęciem sezonu Legia uzyskała kilka wartościowych rezultatów z mocnymi zespołami z Francji.

Nowi gracze jednak zawiedli. Z wyjątkiem Radovicia, który z różnych względów długo się aklimatyzował, żaden z nabytków nie okazał się wzmocnieniem. Ouattary nie byli w stanie zastąpić ani Hugo, ani Balde, ani Dick. Najlepiej w sezon wszedł napastnik Elton, ale szybko stracił formę i panowanie nad własnymi słabościami. Zakupiony w uzupełnieniu Junior ma podobno pokazać pełnię umiejętności na wiosnę. Jak na razie pokazał niewiele. Do "nowych" dostosowali się również "starzy" gracze, którzy zdobywali mistrzostwo.

Najlepiej wypadli: Fabiański, Choto i Szałachowski. Chociaż z tym ostatnim historia jest bardzo ciekawa. Na początku rundy był zmiennikiem Radovicia w pomocy, by po słynnym odesłaniu Włodarczyka i Gottwalda zacząć brylować w ataku. Jeśli chodzi o środek pomocy, to nic się nie zmieniło na lepsze. Surma był słaby w ofensywie, Vuković udawał Surmę, a Burkhardt był słaby fizycznie. Jakby tego mało, brazylijskie gwiazdy Edson i Roger obniżyły loty i nie stanowiły już takiej siły jak wiosną. Można było wyczuć, że nie wszystko im w Legii pasuje, a i oni niekoniecznie pasują wszystkim kolegom. Z wyjątkiem Bronowickiego, który wylansował się w reprezentacji, nie było w Legii żadnej jasno świecącej gwiazdy.

Nad tym wszystkim nie panował trener Wdowczyk. Bez wyczucia mieszał w składzie i taktyce. Najlepszym przykładem niech będzie rewanż z Szachtarem. Kiedy Legia szczęśliwie odrobiła straty, nie dokonał żadnej zmiany w celu wzmocnienia defensywy. Zostawił na boisku ultraofensywny skład, który błyskawicznie stracił trzy gole. Z kolei z Austrią drużyna zagrała za podwójną gardą, zamiast próbować załatwić sprawę w Warszawie. Do tego można dodać kilka meczów w lidze i kompromitację w Sanoku.

Czy to wszystko oznacza, że wiosna będzie jeszcze gorsza? Wcale nie. Po pierwsze, trener ma dużo czasu, po drugie, większość piłkarzy ma potencjał. Po trzecie, zarząd naprawdę zapewnia wszystkim niespotykany w naszym kraju komfort, by nie powiedzieć, że z nimi się cacka. Wystarczy, że wszyscy wezmą się ostro do roboty, i nieudana jesień pójdzie w zapomnienie, a wiosna znowu będzie nasza.