Cookie Consent by Free Privacy Policy Generator
  • 03 Feb, 2023

Felieton: Drużyna z Salem

Felieton: Drużyna z Salem

Kiedy w średniowieczu pojawiała się epidemia dżumy albo innej cholery na gwałt rozpoczynano poszukiwania winnego. Nic to że poziom higieny, głód i ogólne warunki życia sprzyjały wszelakim chorobom.

Winny musiał być znaleziony. Zazwyczaj był nim diabeł, z którym jednakże był pewien problem. Otóż diabła, zasadniczo, trudno znaleźć. Wymyślono więc sprytnie, że zamiast zajmować się żmudnymi poszukiwaniami winowajcy, wystarczy dobrać się do jego współpracowniczek. Tak narodził się zwyczaj obwiniania o wszelakie zło czarownic. Z nimi już było znacznie łatwiej. Łapano takie, przywiązywano do stosu, iskra i po problemie.

Dzisiejszą Legię również trawi poważna choroba. Postanowiono więc starym wypróbowanym sposobem sięgnąć po stos i zapałki. Na pierwszy ogień poszli Włodarczyk i Gottwald prezentujący się w ostatnich czasach bardzo słabo. Czy to są akurat ludzie, którzy zarazili drużynę diabelskimi zarazkami - trudno osądzić. Czy kuracja wstrząsowa przyniosła skutek, osądzić już znacznie łatwiej, bowiem Legia znowu dostała baty.

Pomijając wszelkie aspekty sportowe i finansowe, to, co dzieje się na linii trener - zawodnicy, jest obrzydliwe. Każdy trener musi być przede wszystkim sprawiedliwy. Musi umieć karać, jeśli to konieczne, ale musi też umieć bronić, jeśli zachodzi taka potrzeba. Tylko zespół, który naprawdę szanuje szefa, jest w stanie przekroczyć swój potencjał i dokonać czegoś wielkiego. Trener, żeby nie wiadomo co się działo, musi być wobec drużyny lojalny. W szatni, w rozmowie w cztery oczy, wtedy można powiedzieć wszystko i to dosadnie. Ale na zewnątrz - kamienna twarz.

Tymczasem Wdowczyk najpierw bredzi publicznie o jakichś "plaskaczach", które jak się okazało, zostały zrozumiane opacznie, bowiem tak naprawdę chodziło o "karczycha" (swoją drogą cóż to za kretyńska, prawdopodobnie koszarowa, terminologia?).

Potem, przy byle okazji płacze, że zawodnicy grają przeciwko niemu. By w końcu pozwalać sobie na to, by zarząd mieszał mu w kadrze. Tak jakby nie miał wystarczającego arsenału środków, takich jak ustalanie składu, wysyłanie do rezerw czy obcinanie premii, żeby samemu wprowadzić ład i porządek.

Na razie zarząd jest po stronie trenera, ale już niedługo może się okazać, że stos znowu zapłonie.