Cookie Consent by Free Privacy Policy Generator
  • 03 Feb, 2023

Czy kibice z Łazienkowskiej zaakceptują Grzelaka?

Czy kibice z Łazienkowskiej zaakceptują Grzelaka?

W Łodzi go nienawidzą, bo najpierw zdradził ŁKS dla Widzewa, a później odszedł do Legii. Ale znaczna część warszawskich fanów też za Bartłomiejem Grzelakiem nie przepada. – Bo grał w łódzkich klubach – argumentują bardziej zacietrzewieni. 26-latek ostatnio zaczął jednak robić swoje – zdobywać bramki.

Gdy Grzelak przychodził do Legii w grudniu ubiegłego roku za 600 tys. euro, śmiano się, że właściciele klubu wyrzucają pieniądze w błoto.
– Po co komu tak drogi napastnik, który w I lidze strzelił tylko cztery gole – pytano.
Grzelak częściej się leczył, niż biegał po boisku. Wiosną zdobył tylko dwie bramki.
– W Legii występowało wówczas wielu bardzo dobrych piłkarzy i trudno było pokazać się na ich tle. Zdaję sobie sprawę, że kibice mieli pretensje o to, że Legia wydała duże pieniądze, kupując mnie z Widzewa. Sądzę, że już je po części spłaciłem. Mam nadzieję, że fani zaczną mnie w końcu oklaskiwać za strzelane gole i dobre akcje, a nie szydzić ze mnie i dokuczać – mówi Grzelak.

Uciszył Łódź

Tydzień temu napastnik Legii strzelił jedynego gola w meczu z Groclinem, który dał Legii zwycięstwo i trzy punkty. W piątek powtórzył wyczyn w Łodzi w spotkaniu z ŁKS, choć na stadionie przy al. Unii przez cały mecz mu ubliżano.
– Dlatego po strzelonym golu uciszyłem łódzką publiczność, kładąc palec na ustach. To była riposta za obelgi kierowane pod moim adresem. Gdy szedłem do autokaru, mimo ochroniarzy i policji zostałem trafiony plastikowym kubkiem pełnym piwa. Byłem cały mokry – dodaje napastnik Legii.
W przeszłości Grzelak grał zarówno w ŁKS, jak i w największym jego lokalnym rywalu.
– Na ŁKS mnie znienawidzili, gdy przeszedłem do Widzewa. Poza tym dwa razy strzeliłem tej drużynie po dwa gole. Teraz czują do mnie jeszcze większą nienawiść. Nie dość, że byłem widzewiakiem, to teraz jestem legionistą – wyjaśnia Grzelak.

Wrogiem u siebie

Napastnik Legii jest zresztą nielubiany chyba w całej Polsce. Ale, co najgorsze, nie zdobył także zaufania kibiców z Łazienkowskiej. Podczas meczów w Warszawie, gdy tylko dochodzi do piłki, słyszy obraźliwe okrzyki i piosenki pod adresem Widzewa, z którego przyszedł do Legii.
– Niektórzy nasi fani są po prostu zaślepieni nienawiścią do Widzewa. Nie wiem tylko, dlaczego to się odbija na mnie. Staram się, jak mogę. Walczę na boisku, strzelam zwycięskie gole. Co jeszcze muszę zrobić, aby mnie w końcu zaakceptowali? Nie zwracam na takie zachowania uwagi. Nikogo nie będę też przekonywał do siebie, prosił o szacunek czy przepraszał za to, że przyszedłem do Legii akurat z Widzewa. Kibice muszą sami dojść do wniosku, kto i po czyjej stronie stoi – dodaje Grzelak.

Proroctwo Zawadzkiego

Urodzony w Płocku piłkarz nie jest typowym napastnikiem obdarzonym jedną, konkretną cechą. Nie jest królem pola karnego, jak były snajper Legii Stanko Svitlica. Nie jest pracusiem biegającym na całej połowie rywala jak Marek Saganowski. Doskonale jednak potrafi zastawiać się ciałem. Lubi organizować akcje, bez względu na to, czy trener Jan Urban każe mu występować na pozycji wysuniętego, czy grającego nieco z tyłu napastnika.
Grzelak ma też charakterystyczny styl poruszania się po boisku. Nieco ociężały, flegmatyczny. Ze względu na to kibice porównują go do Piotra Włodarczyka.
– Od „Władeczka” to on jest o niebo lepszy. Zobaczycie, co „Grzeluś” pokaże – mówił przed sezonem Ireneusz Zawadzki – człowiek, który od 11 lat jest kierownikiem drużyny Legii.
Nie mylił się. Grzelak w dwóch ostatnich meczach zapewnił Legii sześć punktów. W przeszłości nie śpiewał wulgarnych piosenek o Legii jak Paweł Kaczorowski. Nie urodził się w Krakowie jak Łukasz Surma. Nadszedł czas, aby kibice zrozumieli, że Grzelak gra dla Legii i chce pomóc jej w zdobyciu mistrzostwa Polski.
– To jest mój cel – mówi wprost.
Może niedługo stanie się nowym idolem kibiców z Łazienkowskiej? Ponoć od nienawiści do miłości jest tylko jeden krok...