Cookie Consent by Free Privacy Policy Generator
  • 26 May, 2024

Cracovia - Legia 1:2

Cracovia - Legia 1:2

Legia sobie tylko znanym sposobem wygrała z Cracovią 2:1, choć grała w dziesiątkę, a w pierwszej połowie nie wychodziło jej nic. Mimo zwycięstwa z taką grą jak wczoraj w Krakowie ciężko wierzyć w mistrzostwo.
Wolno, z duża liczbą niecelnych podań, a małą sytuacji podbramkowych - tak grała Legia... 13 grudnia w kończącym mecze jesienią spotkaniu z Arką. Po pierwszym gwizdku sędziego w Krakowie wydawało się jakby dziesięciu sparingów, dwóch zagranicznych zgrupowań i setek słów o tym, że legioniści mają na siebie krzyczeć, pomagać sobie na boisku i grać szybciej, nie było. Grali niemrawo, z dużą liczbą niecelnych podań i prawie bez sytuacji podbramkowych, jakby wyjęci z meczu sprzed 2,5 miesiąca.

Skonstruować akcji legioniści nie umieli. Okazje na podejście pod pole karne Cracovii pojawiały się, gdy piłkę stracili słabi rywale. W pierwszej minucie Marcin Cabaj wybił piłkę prosto pod nogi stojącego tuż przed linią pola karnego Bartłomieja Grzelaka. Przy napastniku Legii nie było nikogo, ale ten, zamiast strzelać, próbował opanować piłkę. Im dłużej próbował, tym bardziej ona mu uciekała, aż wreszcie wybili mu ją spod nóg obrońcy. Poza tym w pierwszej połowie zagrożeniem bramki Cabaja był tylko strzał z dystansu Macieja Rybusa.

W 26. min do fatalnej gry Legia dołożyła czerwoną kartkę dla Dicksona Choto za dyskusje z sędzią. Obrońca z Zimbabwe nie zagra za tydzień z Odrą, a nie wiadomo, czy w pełni sił będzie drugi z warszawskich filarów Inaki Astiz.

Ale wyrzucenie go z boiska zapoczątkowało ciąg zdarzeń, dzięki którym Legia mecz wygrała. Żeby załatać dziurę w obronie, trener Urban przy stanie 0:1 wpuścił na boisko obrońcę Tomasza Kiełbowicza. Ściągnął z niego najlepszego do tej pory w Legii Marcina Mięciela, a pozostawił najgorszego Bartłomieja Grzelaka. W 67. min wpuścił na boisko Sebastiana Szałachowskiego. W obu przypadkach intuicja trenera nie zawiodła. Dwie minuty później Szałachowski w polu karnym Cracovii dostał podanie od Kiełbowicza i - niewiele myśląc - huknął obok Cabaja. Po kolejnych dwóch minutach to on podawał do wychodzącego sam na sam z bramkarzem Grzelaka, który tym razem zrobił to, czego nie potrafił 70 min wcześniej, i przelobował bramkarza Cracovii.

Dwie minuty wystarczyły Legii na zapewnienie sobie zwycięstwa, ale pomogli jej w tym gospodarze i góra szczęścia. Po wyrzuceniu Choto, zamiast zaatakować, cofnęli się na własną połowę i próbowali grać z kontry. Okazji na podwyższenie prowadzenia mieli bez liku, bo Miroslav Radović wybijał piłkę z linii bramkowej, a potem Legię ratował słupek, poprzeczka i Jan Mucha, który obronił strzał Piotra Polczaka. Ale z biegiem czasu coraz częściej przy piłce byli legioniści, a krakowianie przeszkadzali im coraz mniej i pozwalając rywalom rozgrywać, zupełnie nie wykorzystali przewagi jednego piłkarza.