Szamotulski wspomina Legię. Wiadro błota, Garaż i odrzucony Milan
Fot. Pixabay.com
Grzegorz Szamotulski trafił do Legii Warszawa w połowie lat 90., gdy piłkarze sami prali stroje, a życie szatni miało znacznie mniej formalny charakter. Były bramkarz wspomina dziś między innymi wiadro błota wniesione do gabinetu prezesa oraz moment, w którym powiedział ciao przedstawicielom AC Milan.
Początki przy Łazienkowskiej oznaczały dla młodego zawodnika noszenie sprzętu, pompowanie piłek i podporządkowanie się hierarchii. Ważnym miejscem dla drużyny był Garaż, gdzie po treningach piłkarze spotykali się przy piwie, jedzeniu i rozmowach. Szamotulski po latach podkreślał, że opowieści o tym miejscu bywały przesadzone.
Wiadro błota na biurku prezesa
Warunki pracy rzeczywiście odbiegały od dzisiejszych standardów. W klubie brakowało pralek, więc zawodnicy zabierali brudne stroje do domów. Po jednym z treningów w błocie Szamotulski włożył kombinezon do wiadra, zalał go wodą i zaniósł go prezesowi Markowi Pietruszce. Chciał, by ten jeszcze raz powiedział mu, że sprzęt ma prać sam. Niedługo później Legia kupiła pralki.
W tamtej szatni nie brakowało też żartów. Piotrowi Mosórowi przygotowano fałszywe powołanie do reprezentacji Polski, a Szamotulski przed derbami z Polonią Warszawa pojawił się z wygoloną na głowie wielką literą L. Trener Mirosław Jabłoński zagroził, że bramkarz nie zagra, jeśli nie zmieni fryzury. Ostatecznie wystąpił.
Fundacja Legii z nowym sposobem przyjmowania darowizn. Współpraca z Adyen
Najdroższe ciao w karierze
Największy żal Szamotulski wiąże jednak z wydarzeniem z 1997 roku. Po dobrych występach Legii przeciwko Vicenzy oraz meczach reprezentacji zainteresowali się nim przedstawiciele AC Milan. Plan zakładał wykupienie Polaka przez Milan i wypożyczenie go do Venezii. W rozmowie opublikowanej przez Przegląd Sportowy bramkarz wspominał: „Miałem ofertę z AC Milan. Przyjechali na Łazienkowską, ale powiedziałem ciao i wyszedłem”.
Szamotulski usłyszał propozycję w wysokości 180 tysięcy dolarów rocznie i uznał ją za zbyt niską, między innymi w porównaniu z kontraktem Kennetha Zeigbo. Wtedy zakładał, że jeśli nie Milan, to pojawi się Barcelona albo inny wielki klub. Tak się nie stało.
Były reprezentant Polski, który rozegrał w kadrze 13 spotkań, po latach oceniał tę decyzję jako jeden z największych błędów. W jego historii z Legii jest sporo humoru, lecz finał włoskiego wątku przypomina, że pewność siebie bez właściwej oceny sytuacji potrafi zamknąć drzwi, które otwierają się tylko raz.
Redakcja Legia.info
Redakcja serwisu Legia.info.
Nie przegap kolejnych treści
Dodaj Legia.info do ulubionych źródeł Google.