fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com

– Kończymy niemiły sezon miłym akcentem. Zwyciężyliśmy okazale i w zasłużony sposób. Momentami jednak mieliśmy trochę szczęścia, którego nie mieliśmy we wcześniejszych rywalizacjach. Najważniejsze jest to, że dziś wygrywamy. Na sam koniec daliśmy wszystkim trochę optymizmu. Kolejny sezon będzie na pewno dla całego klubu zupełnie inny niż ten. 

– Jestem wdzięczny kibicom za to, że nas wspierali. Osoby, do których się skierowałem po meczu, od zawsze byli moimi fanami i co ważniejsze fanami klubu.

– Osoba na mojej koszulce jest każdemu znana. Wiktor Bołba, wielki człowiek i mój przyjaciel. Chciałem uczcić jego pamięć, ponieważ odszedł od nas zdecydowanie za wcześniej. W tym sezonie mieliśmy wiele rozmów. Obiecaliśmy sobie, że w tym dniu będziemy razem. Prosił mnie o to sam Witek. Dedykuję mu dzisiejsze zwycięstwo i zawsze będę o nim pamiętał. Wiem, że cały klub będzie również o nim pamiętał. Koszulka trafi do Muzeum tam, gdzie jej miejsce. Wiktor jest dla mnie wzorem kibicowskim. Nieważne, jakiej drużynie kibicujemy, to prawdziwa legenda. 

– Sezon był bardzo trudny. Ja ze swojej strony mówiłem od początku. Wszystko rozumiem. Można być złym i niezadowolonym. Rozwiązaniem jest praca nad tym, żeby była lepiej. Ja zapracowałem na to z grupą ludzi, którzy dzisiaj pojawili się na boisku. Jestem im za to wdzięczny. Było dużo niesprzyjających okoliczności. To nie było łatwe. Szanuje piłkarzy, bo wyciągnęli klub z takiego kryzysu. Dzisiaj zdobyliśmy 28. punkt w 16. meczu ligowym. Te punkty nie do końca obrazują to, jaki faktycznie był stan rzeczy. Zaczęliśmy budować coś nowego. W takich okolicznościach ten wynik jest przyzwoity. Mogliśmy zdobyć jeszcze więcej punktów, wtedy wynik byłby znakomity. Mam niedosyt, ale patrzę na ten cały okres z zadowoleniem. 

– Doświadczenie walki o utrzymanie jest czymś zupełnie nowym. Przeżycie tego okresu to duża wartość na przyszłość. Powiedziałem, że zwycięstwo z Górnikiem było najważniejszym spotkaniem. Te słowa nie do końca były zrozumiałe. Kilka dni temu przeczytałem słowa Franka Lamparda. Powiedział, że utrzymanie z Evertonu jest cenniejsze niż wygranie Ligi Mistrzów jako piłkarz Chelsea. Obawa była, ale udało nam się wyjść z kryzysu.

– Specjalnie wyciszyłem drużynę. Nie chciałem, żeby kamery Legia.com nagrywały to, co dzieje się w szatni. Drużyna potrzebowała wyciszenia. Szkoda kilku ujęć, których nie można było zobaczyć. Wtedy wszyscy zobaczyliby, jak zmieniała się drużyna. Mogę obiecać, że byliśmy zupełnie inną drużyną pod względem atmosfery i wzajemnego szacunku. Każdy osoba czuła się potrzebna. Powstała zupełnie inna szatnia niż ta, którą poznałem po moim powrocie. 

– Scalenie grupy nie było łatwo. Nie da się tego zrobić w ciągu tygodnia pracy. To jest proces. Trzeba przejść przez wiele momentów. W Dubaju zrozumieliśmy, że nic się samo nie zrobi. Praca i poświęcenie, bez tego nie będzie sukcesu. Mając w tabeli Wartę, Termalicę i Górnika Łęczna byłem pewny, że jedna z tych drużyn się nie utrzyma. Nie mogliśmy patrzeć na samą górę tabeli. Po meczu z Wartą tłumaczyłem zespołowi, że punkt zdobyty z Termalicą jest ważny. To nie było łatwe. Zespół dostawał sygnały, że taki remis to tragedia. Dla mnie był on jednak istotny. Powiedziałem wówczas, że dla mnie jest to historyczny punkt. Pamiętajmy, że wcześniej Legia nie zdobyła żadnych punktów w Niecieczy. Odmieniliśmy swoją sytuację. Zdobyliśmy punkty w meczu z Wisłą, Śląskiem i ponownie Termalicą. Gdyby nie ten moment, gdybyśmy wtedy okazali słabość, to dziś bylibyśmy w sytuacji Wisły Kraków. Nasi piłkarze to zrozumieli. 

– Szatnia jest zupełnie inna. Wiem, co trzeba zrobić aby była jeszcze lepsza. W klubie też mają na ten temat wiedzę. Drużyna będzie zupełnie inna. Normalny odruch człowieka będącego częścią tego zespołu była myśl: „czy nie lepiej stąd uciekać”. Przed pierwszym meczem nawiązałem do hymnu Polski. „Jeszcze Polska nie zginęła kiedy my żyjemy”. Ten hymn nie został napisany dla ludzi, którzy się poddają i uciekają z tonącego okrętu. Zaznaczyłem, że właśnie taki zespół chciałbym prowadzić. Walka do końca, serce – o to mi chodziło. Takich ludzi teraz mamy. Wiadomo – drużynie w niektórych miejscach brakuje trochę jakości. Nie wszystko wygrasz bowiem siłą woli i charakteru. Miejsce w tabeli ma znaczenie, ale to nie powód do dumy. Jestem dumny z tego, że drużyna została uratowana. Jestem święcie przekonany o tym, że za dziesięć lat to będzie bardziej doceniane niż ma to miejsce w tej chwili. 

– Moje plany? Cieszę się, że następuje moment tzw. odcięcia od pępowiny. Odchodzę z klubu, który mnie wypromował i dał mi szanse. Jestem za to bardzo wdzięczny. Jestem gotowy na pracę w innym miejscu. Mam nadzieję, że sobie poradzę. 

– Josue był dla mnie najważniejszy i najtrudniejszy zarazem. W każdym meczu wyglądał tak, że mógłby wylecieć z boiska. Od czasu gdy ja jestem trenerem dostał bodajże tylko dwie żółte kartki. Pauzował tylko w spotkaniu z Wartą. Właśnie z Wartą nie zagrał także Mateusz Wieteska, który wcześniej był absolutnym liderem. Jego brak był bardzo odczuwalny. Paweł Wszołek jest demonem liczb i tego, czego potrzebuje drużyna. Jego brak w meczach był dla nas dużym ciosem. Nie zawiodłem się na Sliszu, Rosołku, Pekharcie, Jędrzejczyka. W tym miejscu należy docenić wszystkich. Przypominam też sytuację Johanssona i Rose’a. Ci piłkarze zimą byli na wylocie z klubu. Czy utrzymalibyśmy się teraz bez nich? Nie wiem. Wymieniam więc zawodników, którzy wspólnie pomogli uratować klub. 

– Widziałem różne protesty. Taki sezon jest trudny do strawienia dla kibiców. Jeżeli chodzi o Żyletę – miałem z jej kibicami różne momenty. Mnie oceni historia i czas, który jest przed nami.